Szukaj

„E-wangeliści. Ucz się od najlepszych twórców polskiego internetu” – premiera + fragment książki

No i stało się. Jedna z ciekawszych pozycji branżowych w ostatnim czasie doczekała się swojej premiery. „E-wangeliści”, bo o tej właśnie książce mowa, to zbiór rozmów, opowieści oraz historii najważniejszych ludzi polskiego internetu. I nie mówimy tu oczywiście o najbardziej rozpoznawanych blogerach, czy młodych e-przedsiębiorcach. Mowa mianowicie o najważniejszych TWÓRCACH polskiego internetu. O kim? – zobaczcie sami!

 Kim są E-wangeliści?

Bohaterami książki „E-wangeliści. Ucz się od najlepszych twórców polskiego Internetu” są twórcy największych pierwszych polskich portali i platform, takich jak Allegro, Gadu-Gadu, WP, Onet, Money.pl czy o2. E-wangeliści polskiego Internetu to świadkowie jego narodzin, Ci, którym udało się odkryć i wykorzystać jego potencjał. Książka ta zbiór naprawdę ciekawych historii ludzi, którzy wybiegali w przyszłość. Ludzi, którzy na początku lat 90-tych uwierzyli w tak raczkujące medium jakim był internet. I w końcu ludzi, którzy kreowali dzisiejszą rzeczywistość internetową.

„E-wangeliści” autorstwa Tomasza Ciska oraz Pawła Nowackiego to pozycja nie tylko inspirująca, ale także zachęcająca do działania. Po wzięciu tej książki do ręki, i kartkując jej pierwsze strony, od razu poczułem pozytywną energię i dużo dawkę inspiracji. Czy to tylko dobre pierwsze wrażenie, czy książka faktycznie jest tak dobra? Dowiemy się już w przyszłym tygodniu. Właśnie wtedy na łamach SeoPortal pojawi się jej recenzja. Zatem, bądźcie czujni.

Tymczasem, specjalnie dla czytelników SeoPortal mamy fragment książki „E-wangeliści. Ucz się od najlepszych twórców polskiego Internetu” opowiadający o historii Gemiusa – jednej z największych internetowych firm badawczych w Europie.

Zapraszamy do lektury!

Informacje o książce:

„E-wangeliści. Ucz się od najlepszych twórców polskiego internetu”

Autorzy: Tomasz Cisek, Paweł Nowacki

Stron: 232

Premiera książki: 27.09.2012r.

Wydawnictwo: Helion

 

Atomowe katalizatory

Co z tamtych czasów utkwiło w Twojej pamięci, jakie wspomnienia przywołują dziś uśmiech na Twojej twarzy?

Pamiętam jednego z pierwszych klientów, który wydawał u nas naprawdę sporo pieniędzy. To był pewnie 2002 albo 2003 rok i wystawialiśmy codziennie fakturę na kilka tysięcy złotych za raporty, które ten klient otrzymywał. Klientem była firma, ogólnie mówiąc, z branży erotycznej. Firma ta kupowała w wyszukiwarce jednego z portali słowa kluczowe charakterystyczne dla tej branży. Nasza praca polegała na przygotowywaniu dziennych raportów z wpisanych słów i ich skuteczności oraz na agregowaniu ich w grupy pod względem znaczenia. Kiedy przyszedłem z tym klientem do firmy, pojawiło się pytanie, czy mamy kogoś, kto będzie chciał to robić, czyli czytać te wszystkie… słowa. Na szczęście dla naszych przychodów taka osoba się znalazła.

Pamiętam też spotkanie z pewnym bankiem inwestycyjnym. Zlecenie brzmiało: sprawdzić unikalną liczbę cookies dla pewnego portalu i komunikatora. Śmieszne było wówczas to, że mimo podpisania bardzo restrykcyjnego NDA [umowa o zachowaniu poufności — przyp. autora] przedstawiciele banku w czasie spotkań nie mogli wymienić nazwy portalu ani nazwy komunikatora. W spotkaniach uczestniczyli również przedstawiciele dwóch badanych podmiotów, nie pamiętam już, kto reprezentował portal, ale ze strony komunikatora był to Łukasz Foltyn, dla którego ważniejsze od inwestycyjnych standardów, bankowych procedur czy umów o zachowaniu poufności były technologie internetowe. Nie do opisania jest zdumienie, jakie pojawiało się na twarzy bankowców, kiedy w czasie spotkania Łukasz, gdy już zaspokoił swoją pierwszą ciekawość co do naszych systemów informatycznych, zapytał, czy kwota xxx, którą oferuje mu bank za technologie dostępne w komunikatorze, to uczciwa cena, czy też nie.

Inne wspomnienia: do 2003 roku firma nazywała się Global eMarketing. To była nazwa dość pretensjonalna w tamtych czasach (śmiech). Śmieszne były sytuacje, kiedy dzwonili do nas klienci, ja odbierałem telefon, pięknie się przedstawiałem: „Dzień dobry, Artur Zawadzki, Global eMarketing, w czym mogę pomóc?” i słyszałem często: „O, przepraszam, to pomyłka, chciałem się dodzwonić do firmy Gemius”. To były czasy, kiedy nasz system był już dość popularny i marka Gemius była bardziej znana od nazwy firmy.

Od 2003 roku był już z nami Marcin Pery. Mniej więcej po przejęciu przez Global eMarketing umowy pomiędzy i-Metrią i PBI ja i Marcin weszliśmy do zarządu Global eMarketingu. Od tej pory systematycznie, kilka razy w roku, stawialiśmy się na weekendowe spotkania zarządu, najczęściej u Piotra Ejdysa na działce. Na jednym z takich spotkań chyba Marcin przedstawił nam swoją wizję zmiany firmy informatycznej Global eMarketing na spółkę badawczą Gemius. Kilka tygodni później mieliśmy nową nazwę firmy, nowe logo, nowe nazwy produktów i nowy wizerunek na rynku.

Kto od razu zrozumiał Wasz produkt i od razu zaczął z Wami współpracować?

Pierwszymi firmami były te, w których pracowali nasi ludzie. „Nasi” oczywiście nie w znaczeniu „związani z nami”, ale „nasi”, czyli „ludzie internetu”. Były to dwie grupy firm: duzi wydawcy internetowi — Onet, WP, Interia, Gazeta, RP, Money oraz sieci reklamowe — Ad.net, IDMnet, ARBO i wówczas ClickAd.

Nasze portfolio produktów nie wyglądałoby tak, jak dziś wygląda, gdyby nie współpraca z agencjami interaktywnymi, których właściciele i ich pracownicy rozumieli to, co robimy.

Z kim głównie się spotykałeś? Kto decydował, że dane ze strony internetowej danej firmy są ważne?

Tak naprawdę, nasze narzędzia traktowane są jako badania od dość niedawna. Przez wiele lat o tym, czy umowa z nami będzie podpisana, czy nie, decydował dyrektor IT. Nasze usługi były podpięte pod potrzeby działu IT, który w wielu firmach odpowiadał za dostarczanie danych i wiedzy o tym, co się dzieje na stronach internetowych. Dyrektor IT mógł naprawdę bardzo wiele, często tu zaczynały się albo kończyły nasze rozmowy z klientem. Pamiętam ekspertyzy, które przygotowywaliśmy specjalnie dla działów IT. Zawierały one analizy i wyniki testów wydajności naszych skryptów, ich bezpieczeństwa i wpływu na strony, na których były umieszczone.

Jakie były kamienie milowe, które pozwoliły Gemiusowi stać się dużą międzynarodową firmą badawczą?

Takich momentów w historii firmy było kilka. Pierwszy z nich to zmiana z firmy informatycznej na firmę badawczą. Od momentu, w którym podjęliśmy taką decyzję, każdego kolejnego dnia nasza pozycja na rynku była lepsza od tej, jaką zajmowaliśmy dzień wcześniej. Pozwoliło nam to przede wszystkim na rywalizację o budżety, do których jako firma technologiczna nie mieliśmy dostępu albo był on bardzo utrudniony.

Kolejne wydarzenie ważne dla firmy to Prawdziwy Profil. To był atomowy katalizator do akceleratora naszej firmy (śmiech). Były dwa główne powody. Pierwszy z nich to przełomowa metodologia pomiaru internetu, która rozsławiła nas na cały świat. Mówiono o nas od Moskwy po Los Angeles jako o prekursorach nowego podejścia do badań użytkowników internetu. Drugi powód to wpływ, jaki Prawdziwy Profil wywarł na toczące się wtedy rozmowy z PBI. Niedługo po Prawdziwym Profilu powstał Megapanel.

Następnym ważnym dla firmy etapem była decyzja o eksporcie naszych usług do sąsiednich krajów i późniejsze przyjście Filipa Pieczyńskiego. Bez wahania mogę powiedzieć, że to dzięki Filipowi mamy doskonałe relacje z największymi i najważniejszymi klientami i partnerami w kilkudziesięciu krajach, w których prowadzimy aktualne operacje.

Ważna była też konferencja w Wilnie. To jest wydarzenie, które na długo pozostanie w pamięci uczestników i prelegentów. To nasza pierwsza międzynarodowa (byli tam goście z Litwy, Łotwy i Ukrainy) konferencja, w czasie której staraliśmy się zaprezentować z jak najlepszej strony. Naszym celem było przedstawienie narzędzi badawczych funkcjonujących na Zachodzie. Z perspektywy czasu mogę powiedzieć, że udało się nam, bo nasze biuro w Wilnie działa do dziś i notuje same sukcesy. Czy jest tak dzięki tej konferencji i uczestniczącym w niej prelegentom, najlepiej wiedzą ci, którzy tam byli.

Trzeba też wymienić wygranie przetargów w Czechach i Danii. To były najważniejsze dwa kraje (oprócz Polski oczywiście), które silnie wypozycjonowały nas na rynku europejskim. Czechy otworzyły nam drzwi na południe Europy. Dania zaś, jako w pełni zachodnioeuropejski kraj, uwiarygodniła nas i naszą metodologię — odtąd wiedzieliśmy, że bez kompleksów możemy stawać do przetargów i je wygrywać nawet z takimi firmami, jak Nielsen, comScore czy TNS.

Nie byłoby sukcesu Gemiusa, gdyby nie ludzie, którzy tworzyli tę firmę, to oczywiste. Nie chodzi o nas, czyli o zarząd, ale o nieprzeciętne, wyjątkowe, zaangażowane, lojalne, cierpliwe, pracowite, kreatywne, przyjacielskie, ciepłe, sympatyczne osoby, które pracowały na sukces naszej firmy. Nie mamy nieruchomości w centrum miasta, nie odziedziczyliśmy po dziadku doskonale prosperującej firmy, 12 lat temu nikt nie znał Gemiusa. Udało nam się jednak stworzyć unikalny zespół ludzi, którym się chciało, którzy w piątek myśleli o tym, co będą robili w poniedziałek, którzy dbali o interes klienta tak, jak chcieliby, żeby dbano o ich interes, kiedy byliby czyimiś klientami. Bardzo często zdarzało się, że kiedy jakaś osoba przechodziła z firmy naszego klienta do firmy, która nie była naszym klientem, jedną z pierwszych rzeczy, jakie robiła, było pytanie o kontakt do nas i o naszą ofertę.

Czym jest dla Ciebie internet i Gemius?

Z perspektywy ostatnich 11 lat i mojej kariery zawodowej mogę postawić znak równości pomiędzy tymi słowami. Nie wyobrażam sobie jednego bez drugiego. Gemius oprócz pieniędzy dał mi bardzo dużo satysfakcji. Szczerze mówiąc, jestem dumny, że mogłem współtworzyć tę firmę prawie od samego początku.

Kiedy rozpoczęliśmy ekspansję zagraniczną, szybko zorientowałem się, że, wydawałoby się, rozwinięte kraje z naszego regionu, takie jak Czechy czy Węgry, są jakieś dwa – trzy lata za nami, jeśli chodzi o rozwój internetu. Dziś moim zdaniem ta różnica jest dużo mniejsza, a zmniejszyła się między innymi dzięki temu, że pojawiliśmy się na tamtych rynkach. Bez odpowiednich badań i narzędzi marketerzy nie mają odpowiednich argumentów, żeby wydawać coraz większe pieniądze w internecie. Jeśli się nie wie, do kogo trafia reklama, jeśli się nie wie, co się dzieje z internautami na reklamowanej stronie, nie da się podejmować dobrych decyzji związanych z wydatkami na promocję.

Uważam, że nasza firma miała istotny wpływ na rozwój branży internetowej w naszym regionie Europy i, nieskromnie może, przypisuję sobie część sukcesu wyrażanego w procencie pieniędzy, jakie są wydawane na reklamę w internecie.

Kto według Ciebie, miał znaczący wpływ na rozwój branży internetowej w Polsce? Jacy ludzie? Jakie projekty?

Kierując się pewnego rodzaju kluczem, uważam, że ogromny wpływ na rozwój naszej firmy, ale też i całej branży internetowej, mieli Tomasz Kolbusz i Krzysztof Golonka. Choć swego czasu obaj stali po dwóch stronach barykady, to każdy w swoim obszarze zrobił bardzo wiele dobrego.

Nie sposób przy tej okazji nie wymienić też Tomka Jażdżyńskiego, eksperta od trudnej roboty, czy Macieja Grabskiego, ze względu na olbrzymią pracę, jaką włożył, skupując długi Wirtualnej Polski. Nie wyobrażam sobie polskiego internetu bez twórców sieci reklamowych: bez Ciebie, Tomku, bez Marka Rusieckiego, Marcina Woźniaka czy Adama Dyby. Z mojej perspektywy takimi osobami są Piotr Ejdys i Marcin Pery, bez nich w ogóle nie byłoby Gemiusa (śmiech).

Jeśli mówimy o projektach internetowych, to, znów może nieskromnie, na pierwszym miejscu wymienię Gemiusa jako firmę, która w ciągu pierwszych dziesięciu lat XXI wieku miała największy wpływ na rozwój branży internetowej w Polsce. W czasie tych dziesięciu lat były okresy, kiedy poszczególne projekty wywierały piętno na naszej branży. Wśród tych projektów jest Nasza Klasa, której tempo wzrostu będzie bardzo trudno pobić, CR Media jako moderator reklamy w internecie, portale takie, jak: YoYo, Arena czy Ahoj, które jak komety pojawiały się na polskim rynku, robiły zamieszanie i gasły. Spoza branży mediowej jako success stories można wymienić Allegro czy mBank. Gratulacje należą się im wszystkim.

Krzysztof Świtoński

Wielbiciel marketingu internetowego. Przekonany o ogromnej sile SEO, web usability i szeroko pojętego social media. W wolnym czasie grywa w squasha i piłkę nożną.

zobacz posty autora

Spodobał ci się ten post? 0 0

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

Możesz użyć następujących tagów oraz atrybutów HTML-a: <a href="" title=""> <abbr title=""> <acronym title=""> <b> <blockquote cite=""> <cite> <code> <del datetime=""> <em> <i> <q cite=""> <strike> <strong>